Pecunia non olet

Ależ mieliśmy ciężkie ostatnie 3 tygodnie. Takie pełne niedomówień, rosnącego napięcia, wiecznych pretensji o wszystko, a zwłaszcza o pieniądze.
Kulminacją tej wojny podjazdowej była wściekła kłótnia o czarne szpilki od Jimmiego Choo. Wiem, że to brzmi kuriozalnie i jakąś sielanką finansową trąci, ale racja musi być po mojej stronie 🙂 Napomknę jeszcze, że wolałabym kłócić się o szpilki od Jimmiego Choo, które kupiłam, niż o szpilki, które chciałabym kupić (następnym razem tego błędu nie popełnię).
A teraz krok po kroku, do nieszczęsnych butów dojdziemy. Odkąd pamiętam podejście do garderoby miałam następujące – mało rzeczy, ale dobrych jakościowo. I nie przeszkadzało mi posiadanie dwóch par spodni na krzyż, jednej kurtki zimowej, jednej przejściowej, do tego kilku t-shirtów, czegoś tam z długim rękawem i stykało. A najlepiej żaby cała odzież była czarna, czarna, czarna, w czarnym jakoś tak bezpiecznie schowana zawsze się czułam. Potrzeby torebek, zegarków, biżuterii i innej maści dodatków w ogóle nie miałam. Jedyne do czego się przyznaję, to do ogromnej słabości do butów, która to się objawiła już w trzeciej klasie podstawówki. Udałam się wtedy sama do sklepu z odzieżą niemiecką i kupiłam sobie upatrzone sportowe buty. Buty były za małe, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało, chciałam je i już. Na dodatek była ich tylko jedna para, więc sam fakt, że żadna koleżanka nie będzie miała takich już mnie wtedy kręcił. Jaka ja byłam szczęśliwa wracając z tą zdobyczą do domu, buty pamiętam do dziś.
Wracając do czasów trochę bardziej współczesnych, kobiece potrzeby obudziły się u mnie koło 30-tki. Na początek świetnie je zaspokoiły zakupy związane ze ślubem, do tego większa swoboda finansowa pozwalała na porozpieszczanie siebie od czasu do czasu. Potem przyszedł czas intensywnego oszczędzania pieniędzy, odkładanie założonej kwoty było dla nas priorytetem w stosunku do wszelkich fanaberii. Za chwilę pojawiła się Florka, zanim się obejrzałam – Jaśminka. I nikomu, kto posiada dzieci nie muszę tłumaczyć, jak to priorytety i potrzeby momentalnie w innej kolejności się ustawiają.
Aż tu nagle wstaję sobie z łóżka niby taka sama, a wszystko we mnie krzyczy – STOOOOP, JA TEŻ TU DO CHOLERY JESTEM. Najpierw dwa razy wyżyłam się w Mostrami, raz w Simple, okrasiłam wszystko opaską od Cosimy Borawskiej i… I jeszcze nie zaznałam spokoju. Udało mi się kupić za „sieciówkową” cenę śliczną małą czarną od Ani Kuczyńskiej (wzdychałam do tej sukienki wiele, lat temu, a ona na mnie czekała, do tego przeceniona!). Sukienka idealna na chrzciny Jaśminki, no a do małej czarnej obowiązkowo muszą być szpilki. Klasyczne czarne szpilki kupiłam sobie raz w życiu, znosiłam je bardzo dokładnie, do wykoślawienia obcasów i wnet przetarcia podeszwy włącznie, dawno ich szczątki wyrzuciłam. Znalazłam więc sobie śliczne, rozsądne buty, grzeczne, z dziesięciocentymetrowym obcasem. No i co z tego, że od Jimmiego Choo? Przecenione o blisko 50%. Pomiędzy wyrzuceniem pierwszych zużytych szpilek, a planowanym zakupem drugich zdążyłam donosić i urodzić dwie śliczne, zdrowe córeczki, należą mi się więc te buty do jasnej cholery – to mój punkt widzenia godny rozzłoszczonej 5-latki. Mąż punkt widzenia miał odmienny, no może nie tak bardzo, bo buty oczywiście się należą, ale może nie w tej chwili, bo pierwszeństwo przed nimi ma to, tamto, sramto i owamto. Nie trafiły do niego argumenty, że co miesiąc uiszczamy czynsz najmu o równowartości dwóch par takich butów, więc kupione już, natychmiast, w tej oto chwili buty nic specjalnie nam nie zaburzą. Nadęłam się więc jak ropucha i powiedziałam, że albo tamte buty, albo na bosaka podczas chrzcin dziecka wystąpię – spłynęło po Marcinie jak po kaczce.
Przespałam się, nabrałam dystansu i już, już chciałam się przytulić do męża na zgodę, ale nie zdążyłam – osłupiałam. Marcin kupił mi nową parę butów biegowych Asics Gel-Kayano 21. Uznał ten zakup za oczywisty i rozsądny, bo na skutek rozdeptania amortyzacji w aktualnych Asicsach boli mnie stopa, a ja przecież muszę biegać, bo jak nie biegam, to jestem nie do wytrzymania, a jak jestem nie do wytrzymania, to żadne z nas nie jest w stanie pracować i sprawy finansowe się komplikują.
Nie uwzględnił tego, że ja planowałam tym razem kupić sobie buty biegowe w bardziej przystępnej cenie, skoro i tak co sezon je wymieniam, a to pozwoliłoby mi się przybliżyć do moich szpilek. Dopatrzyłam się cechy wspólnej w obu parach butów. Jedne i drugie są czarne. Wprawdzie za parę Asicsów miałabym jeden but od Jimmiego Choo, ale Asicsy znów wymienię na wiosnę, a szpilki posłużyłyby mi przez kilka lat. Męska logika jest dla mnie pokrętna. Jesteśmy razem tyle lat, a bywają momenty, gdy kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć własnego męża.
Zaopatrzona w buty sportowe, nie posiadająca wciąż szpilek Ameba.