Piję, piszę, mięknę
Oj, jak mi się zaczyna błogo robić – sączę sobie nierozsądną objętość grzanego czerwonego wina, a obok mnie laptop i książka. Trwaj chwilo, o chwilo, jesteś piękna…’
Moje okno czasowe na zrobienie czegokolwiek innego niż zajmowanie się dziećmi trwa zwykle od 20.00 do 22.30. Przyznajcie sami, że bardzo rozsądnie ten czas wykorzystuję. Mam nawet nadzieję, że zasnę martwym bykiem, zanim Jaśminka zdąży się obudzić i nie będę żadnego marudzenia słyszeć. Uwielbiam plany zostania wyrodną matką, które wprawdzie spełzają na niczym, ale w chwili ich snucia bardzo się relaksuję.
Ja jak zwykle przejawiam dużą labilność we wszystkim. Jeszcze 3 godziny temu byłam taką idealną mamusią wprost z amerykańskiego poradnika. Jutro w przedszkolu Florci obchodzony będzie Światowy Dzień Żywności wraz z prezentowaniem aktualnej piramidy żywieniowej. Dzieci mogą więc przynieść stosowne akcesoria. Wyszorowałam 5 słoiczków po Jaśminkowym jedzeniu (nienawidzę tego trudnego do usunięcia kleju spod etykietek), do każdego nasypałam innego rodzaju kaszy i… I ozdobnymi nożyczkami powycinałam etykietki (z ozdobnego papieru ma się rozumieć), a każdą z nich przykleiłam słitaśną ozdobną taśmą klejącą. Dla jeszcze większej ozdobności i poczucia absolutnej perfekcji rozważam zrobienie tekstylnych osłonek na nakrętki. Poproszę o utlenienie włosów, wbicie mnie w różową sukienkę szytą z koła i będę już wtedy perfekcyjną, plastikowa mamusią. Mamusią, która zawsze nadąża za trendami w metodach wychowawczych, mamusią która rozszerza dietę dziecku metodą BLW (brrr), mamusią wiecznie niezmęczoną, posikaną ze szczęścia i znającą dziesiątki metod wywabiania plam z dziecięcych ubranek.
Chciałam jeszcze napisać coś o przeklinaniu i przypomniał mi się gwóźdź tego tygodnia. To, że mówię względnie poprawną polszczyzną – wiadomo. To, że klnę jak szewc chyba też wiadomo. No i doczekałam się efektu.
Nasz blondwłosy aniołek jadł śniadanie przed przedszkolem – bułka z Nutellą. Żeby węglowodany tak bardzo nie dominowały w tego typu śniadaniach, zawsze przed Nutellą smaruję pieczywo kremowym serkiem. Florka zajada ten zestaw ze smakiem. Poprosiła o dokładkę, którą przygotował Marcin. Wiadomo, że na mężczyzn nie można za bardzo liczyć – Marcin najpierw posmarował bułkę Nutellą, a potem spokojnie nałożył na to serek.
Co ja też usłyszałam od mojej niespełna trzyletniej córeczki? Dziki wrzask – Co to jeeeeeest? Ja nie chcę, jaaaa nie chcę tego! Po CHUJ mi tooooo?
I chciałam tu postawić kropkę, bo wpis kończyć czas. Ale jeszcze uchylę rąbka tajemnicy – żebyście widzieli w jakim popłochu mąż usuwał serek z Nutelli…
Ameba