Rilke czyli made in Poland
Odrobina czasu wolnego i przymus przyjmowania pozycji horyzontalnej nałożony przez lekarza spowodował, że mogę cofnąć się do dnia swych urodzin. A konkretnie do urodzinowego prezentu od małżonka:
Marcin osiągnął według mnie najwyższy dostępny mężczyźnie „level” w robieniu prezentów (level 4).
A oto poszczególne levele, jakie może zdobyć mężczyzna robiąc swej kobiecie upominek (skala jest mojego autorstwa, nie poparta żadnymi badaniami naukowymi, nawet amerykańskimi):
Level 1 – dostajesz prezent tego dnia, którego powinnaś go dostać;
Level 2 – prezent jest zapakowany + spełnione warunki z poziomu wcześniejszego;
Level 3 – dostajesz coś, co chciałaś dostać (zwykle mężczyzna przeprowadza wcześniej wywiad, a ty podrzucasz mu niezliczone, ale bardzo konkretne sposoby na sprawienie ci przyjemności) + spełnione warunki z poziomów wcześniejszych;
Level 4 – dostajesz prezent niespodziankę + spełnione warunki z poziomów 1 i 2, ale tym razem twój mężczyzna o nic cię nie pyta. Ma na okrągło wystawione radary i zapisuje w pamięci wszystkie twoje małe i większe zachwyty typu – o rany, ale piękne buty; piosenka fajna, ale ciekawe jaka jest cała płyta; iksiński wydał nową książkę; ty wiesz, że ta cudna bielizna z sesji Magdy Frąckowiak dla Elle jest szyta przez babkę z Bydgoszczy???!!!
Tak więc od 21. dnia grudnia jestem szczęśliwą posiadaczką czapki Simple w stylu joł joł, oraz delikatnych jak mgiełka ręcznie szytych koronkowych cudeniek, które kiedyś pewnie wylądują na moim tyłku. Ale będzie to pewnie odległy czas poporodowy.
Cieszyłam się jak dzieciak, że bieliźniana marka Rilke stworzona przez Rillę Pawlaczyk ma swą kolebkę w Bydgoszczy. Do tej pory sądziłam, że takie numery zarezerwowane są dla Warszawy i ewentualnie dla Łodzi. A tu proszę, Rilla jest bydgoszczanką, pracownię i sklep stacjonarny ma też w Bydgoszczy i to wnet pod moim nosem. Coś czuję, że na wiosnę się tam wybiorę, bo jestem bardzo ciekawa tej marki. A poza tym jeśli ktoś potrzebuje bielizny w niestandardowym rozmiarze, to może dać sobie zdjąć miarę i taka bielizna na zamówienie powstanie. Ciekawe jak Pani Rilla i te delikatne koronki poradziłyby sobie z moim 75 GG. A oto link do strony, na której zaciekawieni mogą sobie o marce Rilke troszkę poczytać.
A tak pozakonsumpcyjnie, to u nas dość nerwowo. Mam wyznaczone cele bliższe i trochę dalsze. Celem najbliższym jest dochodzić, a raczej doleżeć w jednym kawałku do poniedziałku, żeby zakończyć 35. tydzień ciąży. Celem trochę dalszym jest niewydanie dziecka na świat przed zakończeniem 36 tygodnia. A jeśli poród odbędzie się w dozwolonym 38., będzie to dla mnie sukces na miarę mistrzostwa olimpijskiego. Nie wierzę jednak w jego osiągnięcie. Ja generalnie człowiekiem małej wiary jestem.
Zdarza mi się ostatnio odpowiadać na pytania dotyczące imienia dla naszej młodszej córeczki. Pytania te są zwykle podszyte złośliwością i brzmią – skoro starsza ma na imię Florencja, to jakie imię macie dla młodszej? Spokojnie i z pełną powagą odpowiadam – to chyba oczywiste, że Barcelona!
Tym radosnym akcentem kończę dzisiejszą pisaninę, bo muszę się na bok przekulnąć.