Sflaczałam
Słyszycie sssssssss? To resztki powietrza ze mnie uchodzą. Moja energia gdzieś się zapodziała i nie mogę jej w tym burdelu odnaleźć. Mam wrażenie, że trochę się zakopaliśmy pod stertą zobowiązań i jest nam zdecydowanie mniej komfortowo, niż naszemu kotu, który bezczelnie zakopał się w dziecięcym łóżeczku:
Tacy do tyłu ze wszystkim to jeszcze nie byliśmy. Nie zaksięgowałam w tym roku jeszcze ani jednego dokumentu, a nie rozliczamy się kwartalnie. Tak więc sama myśl o księgowaniu ciurkiem 3 miesięcy w obu firmach doprowadza mnie do mdłości. Podatek VAT udało nam się płacić na czas (tak tak, jesteśmy tak obrzydliwie uczciwi, że grzecznie odprowadzamy VAT od usług kupowanych za granicą – wujaszku Google – I love You ), ale za to deklaracje vatowskie wysłaliśmy hurtem za wszystkie miesiące. DRA poszło do ZUSu z tygodniowym opóźnieniem, a GUS to nawet przysłał mi upomnienie w związku z zapomnianym sprawozdaniem.
Kolejka oczekujących na obliczenia klientów to 20 osób, którym nie sposób dać rady w nocnym systemie pracy. Mam wrażenie, że jedna rzecz, którą ogarniam bez zarzutu i gdzie chodzi wszystko jak w zegareczku jest szeroko pojęty dom.
Ooo, jeszcze szczepionka, którą rozpoczęliśmy szczepienie ochronne Jaśminki wyszła z wszystkich hurtowni i nie da się jej ani kupić w aptekach, ani też podkupić od innej przychodni. Co dostanie córka w maju – zobaczymy.
Musimy kupić kolejnego laptopa. Jeden stał się laptopem biurowym, drugiego zaanektowała Florka i w sumie to z Marcinem przepychamy się przy trzecim (co jest nie do zniesienia, lepiej mieć z mężem wspólne łóżko niż wspólny komputer ha ha). Czasu brak na połażenie po sklepach internetowych i oddanie się przyjemności wyboru. Całą sprawę ratuje Adaś, któremu podsyła się niezbędne parametry i mówi – wybierz coś. Dobrze mieć Adasia 🙂
A skoro jesteśmy przy zakupach, to przypomniała mi się zabawna sytuacja. Któregoś dnia Marcin pojechał do marketu z pokaźną listą zakupów. Na tejże liście znajdowała się pozycja – wkładki higieniczne. Dzwoni mój mąż i pyta, jakie to ja bym wkładki chciała, bo on stoi przed całym regałem najróżniejszych. Więc ja mu tłumaczę, że takie najzwyklejsze na świecie – Bella w niebieskim kartoniku. Po jakichś 5 minutach Marcin oddzwania i z niedowierzaniem pyta – ale one są najtańsze, jesteś pewna że właśnie takie chcesz? Jak dobrze wyborem wkładek wprawić męża w osłupienie, nie będzie mi przynajmniej przez jakiś czas rozpaskudzenia wypominał 🙂
Siedzę sobie w domu, popijam kawkę i nie mogę nadziwić się błogiej ciszy, jaka jest wokół. Tylko stukot palców o klawisze słychać i równe oddechy pozostałych domowników. Jaśminka śpi po spacerze, Marcin poszedł poczytać Florce i głucha cisza zapadła, a kot zwiotczał na kartonie od odkurzacza. Mi za to narastają motyle w żołądku, bo wietrzę, że ta chwila niebawem skończy się rozdzierającym aaaaaaa aaaaa aaaa!