Jak tam długi weekend? My zaczęliśmy już wczoraj. Zafundowaliśmy sobie wieczór normalnych ludzi. Zamknęliśmy firmy (czyli laptopy) wraz z kąpielą córki, a potem wino, pogaduchy i spanie od 23.00. Wspólne spanie, bez sztafetowych zmian przy dziecku. Bo są dwa wyjścia, albo dziecko spało całą noc, albo na skutek wina dziecka nie słyszeliśmy. Tak czy siak, znalazłam panaceum na zarwane noce 😉
Poza tym nasze życie wypełnia bez – bezmleczny, bezglutenowy, bezjajeczny, bezwszystko.
Taka czuję się dopieszczona i doceniona jako dietetyk, taka jestem wdzięczna za codzienne ćwiczenia jakie zapewnia mi dieta mojej córki. Do tej pory mieliśmy uczulenie na białka mleka krowiego, tuż przed świętami dołączył się gluten. A teraz już poszło sprintem: jajka (zdaje mi się, że przepiórcze też), banany, kakao, truskawki. Wielkie paki kukurydzianych chrupek znikają u nas w tempie zastraszającym.
Piekę więc grzecznie chleb bezglutenowy, który na świeżo jest jeszcze w miarę, gdy przeżuwałam go po dwóch dniach, przypominał mi watę szklaną. Pozwólcie, że bezglutenowych kruchych ciasteczek nie będę próbowała nawet do niczego porównać. A jakiego kurczaka ze szpinakiem zrobiłam pysznego… Postanowiłam wzbogacić danie o biały sosik dla córki. Do zaciągnięcia sosiku użyłam specjalnej mieszanki, która zawierała gumę guar. Efekt był taki, że Florka ze wstrętem rzucała szpinakiem, który nabrał ciągliwości gumy do rzuciła, my wydzióbaliśmy z całości mięso, a genialna mieszanka została rżnięta do śmieci.
Po długim weekendzie zapadnie decyzja, czy z Bebilonu pepti przejdziemy na tfu tfu Nutramigen. Teraz to ja mam tylko jedno marzenie. Otóż marzę, żeby Florka mogła jeść drób, bo walki z królikiem nie chcę sobie nawet wyobrażać.
A widzicie, ledwo coś napisałam, to już skłamałam, marzę o czymś jeszcze. Chciałabym jeszcze nauczyć się smarkać na ziemię. Tak, tak, tak, dobrze widzicie. Myślałam, że ta umiejętność jest skorelowana z płcią. Zawsze widywałam dobrze w tym przeszkolonych mężczyzn. A tu dziś nastąpił przełom. Minęła mnie kłusem w lesie biegaczka w wieku słusznym i tak pięknie oczyściła sobie nos wprost na leśne runo, że zzieleniałam z zazdrości. Toż przecież jak się tego nauczę, nie będę musiała biegać z chusteczkami zaciśniętymi w dłoni.
Dzisiaj raniutko wypuściłam się sama do sklepu, bez mojej rodzonej, małej płci żeńskiej. No i już przy furtce pan z ochrony rzekł coś w stylu – no wreszcie się dziewczyna sama wypuściła. Za to pani kasjerka przeszła do frontalnego ataku – a gdzie córka?
Otóż córka zazwyczaj znajduje się tu:


