Święconka
No tak, jest godzina 5:00, wstałam godzinę temu i nastawiłam do gotowania warzywa na sałatkę. Kos za oknem napieprza jak wściekły (lubię wariata), więc jak tu spać.
Śmieję się pod nosem, że córka dobrze mnie wyszkoliła, nie jestem w stanie znieść więcej niż 5 godzin snu. Przyznam się, że leżałam sobie obok równo i głęboko oddychającego dziecka, zachodząc w głowę która godzina. Wstałam, sprawdziłam, a w spaniu u boku Florki zmienił mnie Marcin. Jak ja lubię porobić sobie trochę swoich rzeczy o poranku. Woda w garnku wesoło bulgocze, kawa z ekspresu ciurka, zza oka rześki chłodek dociera i ta błoga (poza kosem) cisza.
Wczorajsze przedświąteczne wyczyny mnie znokautowały. Po wyjęciu z piekarnika babki (http://bezmiksera.pl/babka-piaskowa/) i wstawieniu spodu do mazurka staropolskiego oraz zrobieniu miliona czynności w tak zwanym międzyczasie, zaległam jak długa na podłodze. Bo kręgosłup, bo nadgarstki, bo staw skokowy (czy ja wspominałam, że poza zdolnościami magicznymi, w linii żeńskiej odziedziczyłam chorobę zwyrodnieniową stawów? ).
Wiadomo powszechnie, że jak padam, to tylko po to żeby się podnieść wkrótce. Matką jestem, to się podniosłam i zasiadłam do barana. Baranek z masła jest naszą rodzinną tradycją, obojętnie ile by do zrobienia jeszcze nie zostało, baranek musi być.
To co od lat można nabyć w sklepach baranka mi średnio przypomina:
Więc przy pomocy masła, starej pieluchy tetrowej dziecka i szydełka, przerabiam to niewinne jagnię na ciut bardziej kudłate:
Ewentualne zachwyty i dyskusja, czy jest to to bardziej podobne do pudla, czy do baranka niech już ucichną, bo opowieść ma ciąg dalszy.
Otóż lat temu chyba z 25, moja mama tradycyjnie zasiadła do zrobienia baranka z masła. Baranki robiła w tamtym roku dwa, dla nas i dla swojej siostry. Nieuświadomionych uświadomię, że ZA TAMTYCH CZASÓW nie można było kupić takiego bezwłosego jagniątka służącego za bazę do barana. Moja mam wyrysowywała nożem kształt barana na kostce masła, potem to wycinała i dopiero była jazda żeby wymodelować maślaną wełną taką kanciastą pokrakę.
Opisywanemu modelowaniu przyglądałam się ja i moja kuzynka Paula, która przyszła po obiecanego im baranka. Maślane stwory wyszły mojej mamie przednio. Cała tragedia rozegrała się dopiero następnej doby… Wracam sobie spokojnie z kościoła ze święconką (w koszyku oczywiście centralne miejsce zajmował baran), no i mijam Paulę, która ze święconką podąża. Zaglądam do Pauli koszyka, a tam ze względu na brak miejsca NIE MA robionego dzień wcześniej baranka, zmieściła się tylko ODCIĘTA BARANIA GŁOWA.
Czułam się mniej więcej tak:
