Symulacja

Wczoraj przesiedziałam dobre pół dnia przed komputerem starając się oszacować wydatki związane z pojawieniem się Malucha. Do tego prawie wszystkie pazury zjadłam usiłując odpowiedzieć na następujące pytania:

  • Materacyk do łóżeczka lateksowo-gryczany? A może gryka-kokos? Pianka-kokos? Gryka-pianka? Sam kokos? Sama pianka?
  • Foteliki samochodowe w kategoriach wagowych 0-13kg, 9-18kg, 15-36kg? Czy może 0-13kg i zaraz 9-36kg?
  • Chusta z kółkiem, czy elastyczna?
  • Detektor oddechów? A może to idiotyzm w naszej sytuacji? Bo skoro przewidujemy, że z dzieckiem będzie sypiał kot, albo też dziecko z nami, a kot w dziecięcym łóżeczku, to komu ten detektor ma oddechy kontrolować co? Nam? Kotu? Chyba to jednak z listy skreślę.
  • Wózek wielofunkcyjny, no ale na ile to „wielo” ma być? Ilu kołowy na dodatek? Ma to być wózek taki standardowy, czy patrząc na zamiłowanie do sportu zdecydować się na wózek biegowy?
  • Przewijak twardy, czy miękki? A może w ogóle zlać się na przewijak? Gdzie to później przechowywać?
  • Termometr zbliżeniowy, czy pozostać przy starych spirytusowych? Wszystkie te elektroniczne cuda i tak mają błąd 0,2 stopnia C, więc tak naprawdę nie wiedząc czy błąd jest w górę, czy w dół, mamy rozpiętość błędu pomiaru blisko 0,5 stopnia! My mieliśmy mierzoną temperaturę normalnym termometrem, zapewne w odbycie i na ludzi wyrośliśmy, a pomiar dokładniejszy.
  • Wanienka kąpielowa klasyczna? A może krzesełko kąpielowe, albo taka wanienka bardziej wiadro przypominająca?
  • Jedno wiem – żadnych nosidełek, chodzików, kojców. A łóżeczko najzwyklejsze – sosnowe, ze szczebelkami, bez baldachimów, udziwnień, wściekłych kolorów.
  • Doliczyć jeszcze trzeba leżaczek, krzesełko, jakieś ciuszki na start, pościel, ręczniczki kąpielowe, kosmetyki, pieluszki, inne akcesoria pielęgnacyjne, butelki, smoczki (bo przecież piersi niespodziewanie zawieść mogą).

Jakby nie patrzeć, po podliczeniu wyszło mi 7 tysiaków! Przecież za takie pieniądze można kupić sobie swoje własne KTG i to wcale nie w podstawowej wersji, a w wersji dość wypasionej. Dochodzę do wniosku, że jednego dziecka zwyczajnie nie opłaca się posiadać, kto te sprzęty zużyje? I chyba dajemy się trochę wtłaczać w konsumpcyjne błędne koło. Jakoś matki w wioskach afrykańskich świetnie radzą sobie bez większości tego sprzętu, dzieci normalnie się rozwijają, są sprawniejsze, szybciej samodzielne. A tam, do następnego dziecka pewnie podejdę z większym luzem.

A co na froncie koszmarów sennych? Otóż dzisiaj przyśniło mi się, że jestem w 20 tygodniu ciąży i ściga mnie służba zdrowia, bo stwierdzono że dość już chodzę w ciąży i czas na cesarkę. I nikt mnie nie słuchał, że jeszcze za wcześnie, że dobrze się czuję. Uciekałam, a oni mnie gonili w powiewających białych fartuchach.

No dobrze, a co na froncie pozaciążowym (o ile taki jeszcze istnieje)? Na froncie pozaciążowym jest gołąb 🙂

gołąb

W identyczny sposób jak ten ptak, potrafi patrzeć na człowieka mój najmłodszy brat. W rodzinie nawet utarło się powiedzonko, ze Adaś patrzy gołębiem 🙂

Ha i jeszcze jedno, zobaczcie jaki ruch na i nad Brdą mamy (zdjęcie beznadziejne, ale aktywność godna pozazdroszczenia i naśladowania).

Ruch na Brdzie

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.