I jak, oddech świąt już czujecie na plecach? Przygotowania pełną parą idą? U nas sprawa wygląda następująco – doszliśmy do chwilowego porozumienia, każde z nas stara się wykrzesać z siebie dużo dobrej woli. Kulinarnie za to czarna dupa. W zamrażarce filety z karpia i poza tym nic. Na samą myśl o weekendowych zakupach w tłumie ludzi i przy pustawych pułkach mam ochotę pawia puścić. Wiadomo, dyżury mają absolutne pierwszeństwo we wszystkim – rzyg, rzyg, rzyg. A jakie koty wielkości mojego maine coona się po podłodze tarzają, nawet nie wspomnę. No to dzyń, dzyń, dzyń.
Wpadłam właśnie na pomysł, że w razie czego usmażę karpia i podam jako pierwsze danie wigilijne oraz kupię skrzynkę mandarynek, które jak wiadomo są trzynastym daniem wigilijnym. Z czego i ewentualnie kiedy zrobię pozostałe jedenaście potraw zostaje słodką niewiadomą.