Grubo było

No to zaliczyliśmy pierwszą poważną chorobę Florki. A Florka jak wiadomo stałym Czytelnikom jest pierwszym dzieckiem, więc strachu, stresu i sraczki z nerwów mieliśmy, że ho ho. To co początkowo dość niewinnie wyglądało i tylko gorączką się objawiało, okazało się zapaleniem nerek. Dzisiaj dziesiąty dzień antybiotykoterapii, a z moczem jeszcze nie jest wszystko ok. Przeszliśmy małe piekiełko z cierpiącym, rozgrzanym jak piec dzieckiem, dwoma skierowaniami do szpitala od dwóch różnych lekarzy, spakowaną torbą na wypadek szpitala, nieprzespanym tygodniem i będącym ciągle pod telefonem Mistrzem. Sama w całym życiu nie dałam moczu do analizy tyle razy, ile Florce pobieraliśmy. Zaparłam się zadnimi łapami, że póki dziecko pije, przyjmuje bez problemu antybiotyk i gorączka spada jej po paracetamolu oraz chłodzeniu, do szpitala nie trafi. Nie dam córki kłuć, cewnikować, nie odbiorę jej przytulania we wspólnym łóżku. No i jak na razie udało się. Są wyniki posiewu, mocz mimo że jeszcze nie w pełni poprawny,to lepszy. Dziecko wreszcie je, bawi się, śmieje i nie jest tak koszmarnie blade.

Pewnie jutro Mistrz przedłuży antybiotykoterapię, zmieni lek na jakiś o węższym spektrum i wspólnymi siłami dobijemy resztę E.coli.

Jak dobrze mieć zaufanego pediatrę 24h/dobę pod telefonem. Bez niego bym oszalała ze strachu i niepewności.

A poniżej Florka w przedchorobowym wydaniu:

Florka&tulipany

Może wreszcie zachce mi się świąt i dzyń dzyń dzyń usłyszę.

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.