Wódka

Stosunek do alkoholu w naszym domu jest, jakby to powiedzieć….  – typowo nie polski. Nie gromadzimy nalewek, likierów, wódek smakowych, koniaków i innych trunków, nie sączymy drinków wieczorami, nie jest to stały punkt podczas dogadzania gościom. Zgoda, od czasu do czasu pojawi się jakieś czerwone winko, w szafie znajdziecie pewnie kilka flaszek upchniętego whisky, które M dostał w ramach „podziękowań” i których jeszcze nie zdążyliśmy nikomu wepchnąć. Jakież było więc me zdziwienie w ubiegły piątek, gdy Marcin wrócił z dyżuru koło 18.00. Ja krzątałam się kończąc obiad, On wypakowuje plecak, nagle podchodzi do stołu i stawia na nim pół litra wódki.

-Ja: A co to?

-M: No wódka?

-Ja: Skąd wódka?

-M: Dostałem.

-Ja: Ale od pacjenta?

-M: Nie, od kolegi.

-Ja: Za co? Coś dla niego robiliśmy?

-M: Nie, ślub brał!

-A: Ale gdzie Ty byłeś? Dyżur przecież miałeś!

No i się wyjaśniło. Otóż kolega brał ślub można powiedzieć, że po drugiej stronie ulicy, przy której M miał dniówkę. I uprosili dyspozytora, żeby puścił ich i jeszcze jeden zespół. Podjechali i jak młodzi wychodzili „pogwizdali” im 🙂 Kolega szczęśliwy, a największy zaskok przeżyli chyba goście, bo wychodzą, a tu stoją dwie karetki i wyją. Tak, czy siak, uważam, że był to bardzo fajny pomysł i oznajmiłam, że chcę jeszcze raz brać ślub z M, tym razem w Bydgoszczy. Aaa i jeszcze jedno, czy komuś z Was sygnały dźwiękowe karetki kojarzą się z gwizdkami? Ja bym powiedziała, że byliśmy powyć koledze, a nie pogwizdać. No ale ja jestem spoza pogotowianego klubu.

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.