Wróciłam dopieszczona ;)

Zniknęłam na trochę. Mamy troszkę trudności z odnalezieniem się w tym nowym rytmie. Sprawy firmowe i uczelniane pomalutku znajdują swoje miejsce, natomiast sportu na razie nie ogarniamy. Wychodzi na to, że mamy na niego czas pomiędzy 5 a 7 rano. Sorry, ale ja nie jestem o tej godzinie na tyle rozbudzona, żeby poddać swe ciało i umysł treningowi biegowemu. Jakieś rolki, jak zrobi się jaśniej być może, ale nie wypluwanie płuc. Tak więc stchórzyłam i rezygnuję z jutrzejszych zawodów. Ostatni raz dystans ponad 15 kilometrowy pokonywałam tydzień temu. Moja głowa nie jest do niego na tyle przyzwyczajona, aby poradzić sobie z ponad stu osobowym stadem biegnącym przede mną.

Wczoraj byliśmy w Olsztynie i tak jak zawsze narzekam na moją robotę, tym razem muszę obwieścić – wróciłam zadowolona, dopieszczona i rozpaskudzona 🙂 Od mojego M z okazji Dnia Samicy dostałam tulipanki i pyszny obiad w knajpie, ale najbardziej zaskoczyli mnie studenci, którzy też kwiatkami mnie obdarowali (i to każda grupa!). Miło wiedzieć, że widzą we mnie potwora płci żeńskiej, a nie bezpłciowego kata. Jedna grupa dołączyła do kwiatka czekoladkę, ale jej żywot był bardzo krótki, bo w tempie ekspresowym została pożarta przez M i mojego Szefa.

No i skoro tak płynnie do Szefa przeszliśmy, muszę przyznać, że ostatnio trochę się z Mistrzem boczymy, siłujemy, dyscyplinujemy. Trwa to od końca ubiegłego roku i jestem troszkę wykończona, bo przypomina to walenie głową w mur. Jest tak zawsze, jak podejmuje On próbę ułożenia sobie życia osobistego. Wszystko przestaje istnieć, może się walić, palić, a Mistrz jak ma ochotę to ani nie odbierze telefonu przez tydzień, ani na sms-a czy maila nie odpowie. Potem jest mu głupio i jeszcze bardziej ucieka. A do tego padają zarzuty, że jestem Mu nieżyczliwa, że się wydzieram, że grożę odejściem z pracy (to jedno to akurat prawda). Nie lubię jak jest rozpiździaj i tyle. No i wczoraj Mistrz rozpoczął zabiegi zmiękczenia mnie troszkę. Podsunął mi pod nos galaretkę w cukrze. Co zrobił jak orzekłam, że tylko czerwona warstwa jest zjadliwa, a reszta to ohyda? Wziął nóż, odkroił od każdej nielubiane przeze mnie kawałki, zjadł je i usiłując zachować powagę wręczył mi talerzyk z samym czerwonym pięterkiem. No i jak się na tego małpiszona trwale obrazić, no jak?

Poniżej przedstawiam sprezentowane mi dzieło Profesora, które powstało na jakiejś diabelnie nudnej radzie wydziału. Jest to oczywiście rewanż, bo zwykle informacje na piśmie jakie mu w gabinecie zostawiam, są pod postacią obrazków lub obrazkami opatrzone.

No to się odmeldowuję i mam nadzieję, że w weekend odwiedzę Was wszystkie 🙂

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.