Ostatnio wszystkie myśli wokół pieniędzy mi krążą :(

Tak, tak żyję wciąż, ale przyznam, że wyjazdy do Olsztyna mnie wykańczają. Pobudka o 2:45, 4-godzinna przejażdżka, 10 godzin zajęć ze studentami jednym ciurkiem i znów 4-godzinna przejażdżka. Padam na mordę. I tak mam szczęście, że paść mogę, bo M zwykle na dyżur musi lecieć dnia następnego. No nic, jeszcze 3 wyjazdy w tym miesiącu i jeden w czerwcu. Obiecuję sobie, że w lipcu i sierpniu nikt nas tam nie zobaczy.
I pozostając częściowo w temacie, zdaje się, że się nie chwaliłam, iż ściągnęłam w sobotę na kawkę i tiramisu Szefa naszego najdroższego. Zgadnijcie o której dotarł do nas Profesor. Ha, nie wpadlibyście – przyszedł o 22:15!!! :)))) Ciekawy czas na kawkę. Nagadaliśmy się, nie ma co no i poruszyłam sprawę zwiększenia nam etatu do całego. Bo przy tej połówce składki ZUSowskie z firmy nam nie schodzą i zwyczajnie nie opłaci nam się  jeździć do Olsztyna. Taka jedna przejażdżka to 200 zł. Będziemy musieli też sobie tak plan ustawić, żeby jeździć tam 2 razy w miesiącu na 3-4 dni, bo takich poniedziałków nie chcę już nigdy.
No i nie wspominałam jeszcze, że mój G-Brat walczy z maturą. Został mu jeszcze ustny angielski i pisemna chemia. Można więc powiedzieć, że finiszuje. Czas pędzi jak szalony, tak niedawno mówił na mnie Ajapu, na radio – upaojaja, a na rajstopy – lalatotopki…. Czy własne dzieci tez tak szybko rosną?
No i wygląda na to, że kolejne wymarzone mieszkanie sprzątną nam sprzed nosa. Bo firma robi ciągłe dni otwarte, a mieszkanie jest w standardzie „pod klucz” i stanowi łakomy kąsek. Chyba nie będziemy w stanie zarobić i odłożyć w krótkim czasie 110 tysiaków. Niestety tyle brakuje nam, by wystartować do kredytu mieszkaniowego, którego nie spłaca się do końca życia, lecz ciut krócej i którego raty na mordercze nie wyglądają.
A na koniec: ślimak, ślimak pokaż rogi dam ci sera na pierogi…

 

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.