Jeśli chodzi o pracę mojego M, to do tej pory bałam się przede wszystkim tego, żeby się niczym nie zaraził, żeby mu pacjent z zaburzeniami psychicznymi, pod wpływem alkoholu czy narkotyków krzywdy nie zrobił, żeby nie doszło do urazu podczas dźwigania otyłych rodaków. Teraz do tej listy muszę jeszcze dołożyć to, żeby mi go nie zabili inni kierowcy, którzy mają w dupie jadącą na sygnałach karetkę. Kurwa drugi wypadek karetki w tak krótkim czasie i to w terenie zabudowanym, gdzie jest ograniczenie do 50???!!!! Toż to się w głowie nie mieści. Dodam, że jeżeli wraca się z pacjentem i siedzi się z nim z tyłu karetki, to nawet nie ma możliwości przypięcia się pasami. W takiej sytuacji przypięty jest pacjent, przypięty jest kierowca, a ci, którzy bezpośrednio ratują życie muszą liczyć na to, że tym razem nic się nie stanie. Obłęd!