Dr House


No tak, udało nam się bardzo skutecznie zarazić i uzależnić od oglądania Dr House’a. Nie zapałaliśmy do serialu miłością od pierwszego wejrzenia, była to miłość niezbyt gwałtowna i pomału postępująca. Przyznam, że na początku emisji serialu, gdy niechcący na niego trafiliśmy, szybko przełączaliśmy na inny kanał ze skaczącymi gumami i wkurwem dość pokaźnym. Irytował nas odrealniony wizerunek służby zdrowia, błędy wskazujące na kiepską konsultację medyczną serialu i ogólny zachwyt społeczeństwa filmem. Dopiero gdy pojechaliśmy nad morze i gdy zasiedliśmy z moimi braćmi przed telewizorem i bracia kazali nam się zamknąć, nie komentować, tylko cieszyć się głównym bohaterem nastąpiło olśnienie. Po pierwsze błędy wynikają niekoniecznie z niedopracowania scenariusza, lecz przede wszystkim z niewiedzy polskiego tłumacza/lektora, a po drugie Dr House to charakterologicznie „skóra” zdarta z naszego Mistrza. Stąd uwielbienie jakim zapałaliśmy do serialu. No może nasz Mistrz jest zdecydowanie łagodniejszy w stosunku do pacjentów, ale za to jeśli chodzi o: współpracowników, niechęć przyznawania się do błędów, kosmicznie szeroką wiedzę, złośliwość, zgryźliwość, inteligencję, zamiłowanie do nauk ścisłych, dar psychologicznego rozpracowywania drugiego człowieka w chwil kilka, szybkie, celne i bolesne riposty, beznadziejne odżywianie, instrumentalny stosunek do kobiet, zaufanie jakie budzi jako lekarz to normalnie kubek w kubek.
Jaka radocha mieć swojego prywatnego Housika!

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.