Cisza przed burzą

Siedzę sobie z książeczką i napawam się resztkami spokoju. Tak naprawdę dawno już powinnam zakasać rękawy wziąć się do roboty, bo jej jest huk, ale jakiś głosik szepcze „podarujcie sobie jeszcze 2 dni, od soboty zacznie się proza dnia codziennego, a w poniedziałek wszystko stanie na głowie”. Słucham więc tego głosiku i zaniepokojona zerkam w rozpiskę na styczeń wiszącą na szafie. Od poniedziałku znów ostry galop nas czeka (wprawdzie bardziej M niż mnie, ale żeby mu pomóc muszę w galop razem z nim iść).
Z gardłem znów mi się dzieje coś niefajnego i o zgrozo z głową chyba też. Znów mam koszmarne sny, noc w noc. Jestem zmęczona i niewyspana. No bo po pierwsze treść snów wyspać się nie pozwala, a po drugie wpadłam już w taki kołowrót, że boję się zasnąć, bo jeszcze mi się coś przyśni. Tak więc poprzedniej nocy ślęczałam z książką do 5 rano, a tej nocy nawet przytulenie się do M i mantra „jest fajnie, jestem bezpieczna, nie boję się, jestem dużą dziewczynką, motylki, łąka, słoneczko, szum morza…” nie uchroniły przed ponurym snem. Ciekawe ile potrwa ten maraton. W takich momentach chciałabym należeć do grona osób niepamiętających swych snów. Bo muszę się przyznać, że przekonanie, iż należy robić coś na maxa, albo nie robić wcale mój mózg wziął bardzo do siebie. Jak śnię, to poza obrazem słyszę dźwięki, czuję zapach, ból. Nie zapomnę, jak kiedyś obudziłam się z koszmarnymi mdłościami, bo śniło mi się, że mam w szafie preparaty kończyn z prosektorium i odór formaliny, jaki wytworzył mój mózg był absolutnie nie do zniesienia, czułam go jeszcze chwilę po obudzeniu. Ale  Pan Zygmunt Freud miałby używanie.
Co robicie w sylwestra? Bo my oddajemy się słodkiemu leniuchowaniu w swoich objęciach, bez pośpiechu, bez wyjazdu, tylko we dwoje + kot. Za jakieś 17 godzin M wróci z dyżuru, ja przygotuję różne pyszności i zacznie się nasz sylwester 🙂
Ha, nawet zakupy mam już zrobione, żeby się jutro w sklepie nie przepychać!

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.