Ale pychotne faworki nam wczoraj wyszły, normalnie mniamuśne. Nie ma to jak nasz kuchenny duet mama-córka. Dzisiaj M ma ostatni dyżur przed 5 – dniową przerwą, tak się cieszyłam na ten czas, że trochę odsapniemy, że razem pobędziemy. A tu dupa blada, już mamy zajob zapewniony. I jak ja mam codziennie znaleźć czas na ćwiczenia, no jak? Kiedy mamy pobyć razem? Ostatnio bywamy razem tylko w samochodzie, a jak już wysiądziemy to zaraz w świński trucht wpadamy, w rezultacie po dotarciu do domu trupem na łóżko się zwalamy i za chwilę słychać budzik, bo czas wstawać. Żeby chociaż taki tryb życia na finanse się przekładał. Moja Mama ostatnio fajnie powiedziała: „Żeby was się tak pieniądze, jak robota trzymały”. No właśnie żeby… G-Brat dotarł do Zakopanego po 12-godzinnej jeździe, mam nadzieję, że jego debiut narciarski wypadnie pomyślnie oraz, że w ogóle będzie fajnie, bo pojechał ze swoją Michasią i jej rodzicami. Pierwszy ich taki integracyjny wyjazd 🙂
A zgadnijcie, co mam na kolanach – jest ciepłe, kudłate, waży 10 kg, co chwilę się kręci, mruczy i każe się drapać tu i tam? Dzięki temu przypływowi miłości, jestem okłaczona na maksa, moje spodnie niczym nie różnią się od kociego futra. O proszę i się wygadałam!
Dobra, chwilowo uciekam, muszę troszkę przystosować do bloga zrobione wczoraj przez Brata-PL zaległe fotki moich plastycznych zabaw.