No, no , no to sobie dzisiaj pożyłam. Dzień upłynął mi pod hasłem: Ciało w roli głównej.
- Rano siłownia;
- Potem szybki prysznic;
- W południe kosmetyczka: mikrodermabrazja, złuszczanie kwasem glikolowym, maska z kwasem hialuronowym;
- Po południu obiadek, a raczej dla mnie śniadanie – włoskie pierożki – mniam mniam;
- Potem kawka z malutką słodką przyjemnostką;
- Następnie wspólna drzemka dla urody;
- A teraz do roboty!
No, no Kochanie na Twoim miejscu bym uważała, bo jak się przyzwyczaję, to z torbami pójdziemy 🙂 Ale przyznam, że dawno tak o siebie dbać nie pozwoliłam.
A po złuszczaniu pyszczek mam różowy jak prosiaczek. No co tam, w końcu sama chciałam!