Emocje trochę opadły, jestem w stanie przemówić na niewychodzący mi z głowy od blisko tygodnia temat.
W zeszłym tygodniu odbierałam wyniki badań laboratoryjnych zleconych przed wizytą u ginekologa. Parametry mojej morfologii po prostu zbiły mnie z nóg. Zamiast podwyższonego stężenia leukocytów charakterystycznego dla ciężarnych, ja tych cholernych leukocytów prawie w ogóle nie miałam. W mojej głowie najpierw pojawiło się wyparcie (to niemożliwe, to jakiś błąd), potem siliłam się na zlekceważenie tego (przecież wszyscy wiedzą że jestem nietypowa), no i wreszcie rozpatrywanie możliwych wariantów chorobowych z białaczką na czele. Trwająca od soboty do wczorajszego wieczora huśtawka była koszmarem. Od zajmowania się czymś na siłę, po napady histerii – co z dzieckiem, czy zdążę być matka, a jeśli tak to jak długo? Do tego próba zebrania się do kupy, żeby Marcin nie został sam ze strachem o mnie i o dziecko. Ja jestem uparta, ale dzielna na pewno nie.
Wczoraj rano powtórzyłam morfologię, potem poszłam na umówioną wizytę do lekarza. Najgorsza była bladość powłok skórnych mojego ginekologa, gdy zerknął w wyniki badań. Łudziłam się jeszcze, że usłyszę iż i takie rzeczy w ciąży się zdarzają. Usłyszałam – nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem, jeśli wyniki się powtórzą położę panią na patologię ciąży, ściągniemy hematologa, bla, bla, bla.
Wieczorem pojawiły się wyniki badań w podglądzie elektronicznym, wszystko mam w normie, w poprzednich wystąpił błąd. A ja czuję się, jakbym dostała nowe życie.
W związku z tą stresującą, a jakże pouczającą lekcją śmieję się z naszych dylematów i pseudo problemów. Jak takie zdarzenia przewartościowują wszystko, oby na zawsze pamieć o tym nam pozostała.
Zmieniliśmy też decyzję odnośnie krwi pępowinowej Jednak będziemy ją deponować w banku rodzinnym, a nie państwowym. Srał pies pieniądze, gdyby to co na razie okazało się błędem miało wydarzyć się naprawdę w przyszłości, nie darowałabym sobie zaprzepaszczenia możliwości wykorzystania krwi pępowinowej dla ratowania zdrowia i życia najbliższych mi osób.
Z maleństwem wszystko ok, waży już prawie kilogram, no i jest długonogie (ale to nie dziw patrząc na Marcina no i na mnie z resztą też), wierci się jak wiercipiętek. Po raz pierwszy nie bylam w stanie skupic się na usg, ale mam nadzieję, że wszystko nadrobię. Kolejna wizyta w ostatni wtorek miesiąca.
Cmokam Was
Zdrowa Ameba