Kazar – jak uczciłam inaugurację trzeciego trymestru ciąży.
Radość z wejścia w ostatni trymestr jest ogromna, tym bardziej że samopoczucie mi dopisuje. Wprawdzie szybciej się męczę, niewygodnie mi się schylać, ale poza tym żadnych więcej nieudogodnień. Oczywiście nie byłam do końca świadoma, że wejście w ostatni trymestr zbiegło się z dość szalonym dniem. Zdałam sobie z tego sprawę dopiero w weekend, gdy zerkałam w kalendarz. A skoro już się zorientowałam, pękłam ze śmiechu (bo wyrodna matka ze mnie jest) oraz z dumy (mam dzielne, kochane dzieciątko) i postanowiłam Wam się pochwalić. A było to tak:
- Zaśnięcie około północy;
- Pobudka o 3:15;
- Wyjazd do Olsztyna 4:00 (przypominam, że to dla nas 250 km w jedną stronę);
- Przeprowadzenie 10 godzin zajęć ze studentami;
- Wyjazd do Bydgoszczy 18:00;
- Wejście do domu 22:00;
- Rozpakowanie się, zrobienie mężowi i sobie herbaty oraz otwarcie laptopów i zatonięcie w sprawach firmowych.
Najlepsze w tym wszystkim jest rzecz następująca – przez 18 godzin na nogach miałam to:
Powyższe botki Kazar kupiłam sobie z powodu spływającej na mnie ciążowej odpowiedzialności. Otóż doszłam do wiekopomnego wniosku, że nie mogę przechodzić jesieni i kawałka zimy w moich zeszłorocznych 12 cm szczudłach. Pobuszowałam więc po stronach internetowych, żeby spokojnie obejrzeć obuwie nadające się dla ciężarnej, ale niekoniecznie w stylu bamboszowym. Trafiłam na stronę Kazar i jak zobaczyłam te zielone cudeńka na stabilnym, niezbyt wysokim obcasie, stwierdziłam, że to strzał w dziesiątkę. Naczekałam się na nie, bo trzeba było je ściągać gdzieś z Polski, przeszłam się w nich po sklepie zachwycona ich stabilnością i wygodą. Następnie dokonałam zakupu, wróciłam do domu i… I zmierzyłam wysokość obcasa – jak w pysk trzasnął 12 cm. Czy ja muszę mówić o tym, że po iluś tam godzinach czułam się w nich zdecydowanie mniej komfortowo niż podczas przymiarki w sklepie? Pewnie nie muszę.
Zastanawiałam się nawet, skąd u mnie ten pęd do 12 cm obcasów. Muszę przestać patrzeć buty, jak na ładne przedmioty, czas podejść do sprawy bardziej użytkowo. Do tej pory interesował mnie tylko odpowiedni rozmiar (choć i w mniejsze potrafiłam się wbijać w imię urody i mody) i wygląd, a to czy da się w nich chodzić było sprawą absolutnie nieistotną. Poza tym przy mojej stópce w rozmiarze 39, but na 12 cm obcasie jest chyba po prostu proporcjonalny, stąd taki mój pęd do tej wysokości. Jednocześnie chciałam uspokoić Czytelników i wyznać że poza około dziesięcioma parami „dwunastek”, posiadam 3 pary martensów, więc coś płaskiego uda mi się z piwnicy wygrzebać 🙂
Jutro wizyta u lekarza, liczę się z tym, że mój dobry nastrój i poczucie bycia niezniszczalną mogą prysnąć, bo straszny burdel w morfologii mi się zrobił. Czekam więc na wypowiedź specjalisty, na ile to zamieszanie można ciążą wytłumaczyć Niezbyt mi komfortowo, bo to moje pierwsze nieprawidłowe wyniki badań w życiu. A zawsze byłam zwolenniczką unikania lekarzy i wszelkiej diagnostyki, przynajmniej człowiek nie miał się czym martwic 😉


