Spacerując sobie po lesie przywlokłam do domu kasztany i żołędzie. A że miałam resztkę ziemi w worku i 2 wolne gliniane naczynka, postanowiłam sprawdzić czy jest szansa na domowy dąb i kasztanowiec. Co z kasztanowcem jeszcze nie wiem, staram się być cierpliwa i nie gmerać patyczkiem w ziemi, a dąb – dębuś całkiem uroczo wczoraj wyglądał:
Oddawaliśmy się zachwytom nad jego malutkimi listkami, nad jego dużym przyrostem dobowym. No i to nasz dąb dziś o poranku:
Kot go wpierdolił.

