Niewierni Vincent V. Severski – nie lubię, gdy mężczyzna każe czekać kobiecie (i to miesiącami), a jeszcze bardziej nie lubię nie mieć wyjścia i grzecznie czekać, czekać, czekać:
Na szczęście mogę zameldować że się doczekałam. Mało tego, ja nawet powściągliwie do lektury podeszłam, zamiast pożreć ją jednym kłapnięciem zębów, ja się książką delektowałam. Wprawdzie proces ten zajął mi zaledwie 1,5 dnia, ale pamiętałam że należy zrobić przerwę na sen, zjedzenie czegoś innego niż czekolada, czy uzupełnienie płynów.
A teraz krótkie wyjaśnienie, dlaczego oczekiwanie na książkę Niewierni stało się dla mnie dość wyjątkowe:
Niewierni to kontynuacja powieści Nielegalni, którą się zachwyciłam i dałam temu upust tutaj. Na mój „upust” trafił w sieci autor i ku memu wielkiemu zdumieniu odezwał się do mnie za pośrednictwem bloga. Żeby było jeszcze zabawniej, gdy pisałam post o Nielegalnych zrobiłam błąd w tytule i zamiast „Oczy sobie wyczytałam – Nielegalni”, napisałam „Oczy sobie wyczytałam – Niewierni”, pomyłkę zauważyłam otwierając bloga w telefonie i runęłam do natychmiastowej naprawy i sprostowania. Ha, pomyślcie teraz, gdzie znalazła się moja szczęka, gdy po pierwsze przeczytałam komentarz autora książki, a po drugie dowiedziałam się od niego o wychodzącej na jesień kontynuacji, która będzie właśnie nosić tytuł Niewierni. No i jak miałam nie czekać z wywieszonym językiem, no jak? Najgorszy był moment, kiedy wiedziałam, że książka się ukazała, a ciągle nie miałam czasu żeby po nią skoczyć. Za to, jak wreszcie ją nabyłam, położyłam książkę na stoliku i patrzyłam z daleka. Odkładałam zatopienie w niej oczu, bo wiadomo jak to z kontynuacjami bywa. Zwykle są gorsze niż część pierwsza i jakieś takie na siłę. Pan Severski na szczęście nie dopasował się do tej reguły, Niewiernych czytało mi się równie fantastycznie jak Nielegalnych. Najmniej przyjemnie jest zawsze pod koniec, gdy pomimo ciekawości dotyczącej rozstrzygnięcia, ociągam się z czytaniem, żeby nie musieć żegnać tamtego świata i bohaterów. Pierwszy raz dopadło mnie to przy Krzyżakach, kiedy poryczałam się, że to już koniec lektury (a była to czwarta klasa podstawówki), drugi raz beczałam po zakończeniu sagi o Wiedźminie Sapkowskiego (ale trwało to krótko, bo natychmiast zaczęłam czytać od nowa). Przy zakończeniu książki Niewierni nie płakałam (matką w końcu jestem, czas na odrobinę dojrzałości) no i czekam na kolejną część. Jestem bardzo ciekawa rozgrywki pomiędzy Aminą i Jaganem. Konsekwencje wejścia w reakcję z tą powieścią były następujące – rozpłaszczone pośladki, opóźnienie w księgowaniu października oraz wielka improwizacja na zajęciach ze studentami. Kolejny raz mogłam tez się przekonać o cierpliwości i wyrozumiałości mojego małżonka. Muszę pamiętać żeby kolejnej części (o ile jest planowana) nie kupować w okolicy 20. dnia miesiąca.
Odbiegając troszkę od tematu, obwieszczam że Empik mnie rozczarował. Byłam pewna, że będą dwupaki i wyposażę się za jednym zamachem w swoich własnych Nielegalnych i Niewiernych. Byli tylko Niewierni, a przydałoby mi się przed przystąpieniem do książkowej uczty, zerknięcie do części pierwszej.
Śmiać mi się chce z tego, jak czekałam w napięciu, aż bohater Konrad Wolski i w części drugiej napije się kefiru Robico. Gdy wreszcie to zrobił, poczułam się bezpiecznie jak w domu i mogłam spokojnie czytać sobie dalej. Po co mi był ten kefir możecie sobie przypomnieć klikając tu. I teraz czas na kolejne zabawne zbiegi okoliczności. Strona 134., główny bohater wypija wreszcie ten wyczekany przeze mnie kefir (ja mu w realu tym razem nie towarzyszyłam, zdarzyło się to w części pierwszej – wystarczy), a następnie udaje się na swoją trasę biegową. A w jakim obuwiu biega? W Salomonach XT wings! A jaką ja zrobiłam sobie przyjemność na poporodowy czas? Kupiłam sobie Salomony XR Crossmax (i to bez 12-cm obcasów) 😉 Ja już nawet nie wspomnę o wspólnym dla mnie i dla Wolskiego oglądaniu od czasu do czasu świata zza okularów Ray Ban. No i jak ja mam nie traktować tej książki osobiście?
Jeśli doczekam się trzeciej części, to jakie tam odnajdę podobieństwa? Na to sobie jeszcze poczekam, a teraz zachęcam do lektury:
No i zapomniałam dodać, że Partia Gładkiej Gadki rozbawiła mnie do łez.
