Pięćdziesiąt twarzy Greya – książkowa żenada roku 2012

Jak wpadło w moje ręce „Pięćdziesiąt twarzy Greya”

Wpadło zwyczajnie – ja wpadłam do Empiku i czekając na możliwość przejścia utknęłam przy wyłożonych na stoliku egzemplarzach tej książki. Z nudów wzięłam do ręki, odwróciłam i przeczytałam następujące opinie znajdujące się na tylnej stronie okładki:

„Kobiety na jej punkcie szaleją. Mężczyźni wiele zawdzięczają. Biblioteki apelują, by wycofać ją z obiegu. A powieść sprzedaje się w tempie egzemplarza na minutę”

„Powieść, która wstrząsnęła rynkiem literatury kobiecej”. – Newsweek

„Oto pierwszy tom trylogii, o której mówią wszyscy! Trylogii, która rozpoczęła światowe szaleństwo! Trylogii okupującej nieprzerwanie trzy pierwsze miejsca na prestiżowej liście magazynu The New York Times”.

Zaciekawiona postawiłam więc na „Pięćdziesiąt twarzy Greya„, obiecując sobie że nie rzucę się na nią tak łapczywie jak na książki Severskiego.

A oto i opisywane Pięćdziesiąt twarzy Greya:

Pięćdziesiąt twarzy Greya

No i faktycznie muszę przyznać, że w trakcie lektury dość szybko mnie przytkało z wrażenia. Na treść książki składa się opis stosunku płciowego za stosunkiem płciowym  plus otoczka w stylu – ona młoda i niewinna, on bajecznie bogaty i mroczny. A teraz pozwolę sobie zacytować malutki fragmencik, który wspaniale oddaje kunszt literacki autorki i poziom powieści (w ramach wprowadzenia wspomnę  że główna bohaterka, która ma właśnie miesiączkę udała się do apartamentu swego mrocznego kochanka):

„Sięga mi między nogi, pociąga za niebieski sznureczek – że co?! – i delikatnie wyjmuje tampon, po czym wrzuca go do muszli klozetowej. O kuźwa. Święty Barnabo…Jezu. A potem jest już we mnie…ach! (…)”.

Jak się podobało? Ja zakrztusiłam się ze szczęścia. Zachodzę w głowę, jak po angielsku jest „o kuźwa”? Skoro w książce znajduje się opis wprowadzania do pochwy szpicruty, a następnie oblizywania jej z tego, co się wraz z nią wydobyło, to czemu nie ma „o kurwa”? Czyżby za ostre słowo? A może według tłumaczki ta „kuźwa” lepiej pasuje do soft porno z elementami BDSM?

Dodam jeszcze że leży sobie to badziewie ogólnodostępnie, może sobie po nie sięgnąć zarówno 40-latka, jak i 13-latka. Przy czym 40-latka ma zwykle troszkę szerszą znajomość literatury polskiej i zagranicznej, a co za tym idzie i możliwość bardziej wiarygodnej oceny jakości książki „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. No i w sferze cielesnej też jest zwykle bardziej doświadczona. Nie chciałabym żeby tą powieść czytała moja nastoletnia córka.

Można by powiedzieć – odczep się Amebo, jedni piszą trzynastozgłoskowcem, inni nie. No i się zgadzam. Nie rozumiem tylko skąd AŻ taka popularność tej książki. Ponoć w USA 15 mln egzemplarzy rozeszło się w pierwsze 3 miesiące od daty ukazania. Wiem, że w pociągu którym dojeżdża do pracy moja mama, babki z wypiekami na policzkach i zaciśniętymi udami cytowały sobie fragmenty. Czy ludzie mają naprawdę tak kiepskie życie uczuciowe, że łapią się na schematyczne bajeczki o tym, jak to ona dobra i biedna zmieniła na lepsze tego mrocznego i bogatego? Mają tak kiepskie życie seksualne, że jarają się tandetnymi opisami stosunków płciowych? Żal mi teraz tych milionów, które sięgnęły po Pięćdziesiąt twarzy Greya, po to aby móc uciec od swojej szarej rzeczywistości.

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.