Rodzić po ludzku – podejście drugie
Wazony pełne kwiatów w pokoju, a w kuchni wyparzający się laktator świadczą o… Świadczą o tym, że wraz z Jaśminką jesteśmy już w domu. A zapach pieczonego chleba rozchodzący się dziś po mieszkaniu, mówi że jestem w dobrym stanie fizycznym i psychicznym.
No i teraz powinnam przejść na język oficjalny – obwieszczam, że w dniu 04.02.2015 r. o godzinie 10:35 przeszła z wewnątrz na zewnątrz nasza córka Jaśmina Konstancja (3105 g, 54 cm, 10 pkt w skali Apgar).
No i teraz o porodzie należałoby rzec słów kilka. Nauczona doświadczeniem po pierwszym porodzie w Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy (http://amebowo.pl/rodzic-po-ludzku-to-rodzic-z-ludzmi/), postanowiłam podejść do sprawy inaczej (wiadomo – polak mądry po szkodzie, a polka po pierwszym porodzie). Dotarło wreszcie do mnie, że najlepiej będzie mi rodzić w szpitalu, w którym pracuje mój lekarz, zwłaszcza że jest tam koordynatorem pionu porodowego. Po drugie – położna. Byliśmy poznać się z położną, obejrzeć oddział. W bydgoskich warunkach jest tak, że jeśli wstrzelisz się z porodem na dyżur „swojej” położnej, to z nią rodzisz. Jeśli nie, to przekazuje ona pacjentkę swojej najbardziej zaufanej koleżance, z tych dyżurujących akurat na zmianie.




