Pączki – ranking Gazety Wyborczej versus ranking Ameby
Gazeta Wyborcza przeprowadziła ranking pączków z bydgoskich cukierni. Ponieważ werdykt mnie trochę zaskoczył postanowiłam skosztować i ocenić pączki z cukierni zajmujących 3 pierwsze miejsca.
Według Wyborczej pierwsze miejsce zajęły pączki z cukierni Chmielewscy, drugie – Poćwiardowscy, trzecie – Sowa.
Ja pierwsze miejsce przyznaję pączkom z cukierni Sowa, drugie cukierni Chmielewscy, trzecie cukierni Poćwiardowscy (chociaż tym pączkom należy się dyskwalifikacja).
1 – pączek z cukierni Sowa; 2 – pączek z cukierni Chmielewscy; 3 – pączek z cukierni Poćwiardowscy.
Teraz słów kilka o kryteriach. Oceniałam oczywiście smak i tu przyznam nieskromnie, że punktem odniesienia są pączki mojej roboty (http://bezmiksera.pl/paczki-roza/). Poza tym interesował mnie sposób nadziewania pączków i obecność jasnej obwódki. Kompletnie nie interesowała mnie ani cena, ani wielkość pączka.
Pączki z cukierni Sowa – najsmaczniejsze ciasto drożdżowe spośród wszystkich ocenianych. Jego konsystencja i barwa była najbardziej zbliżona do domowych pączków. Nadziewane przed usmażeniem powidłami śliwkowymi. Niestety na pączku widoczna jasna obrączka. Na wierzchu lukier ze skórką pomarańczową, co jest moim ulubionym wykończeniem (a może początkiem) pączka, a do tego świetnie wzbogaca smak tych tłustoczwartkowych słodkości.
Pączki z cukierni Chmielewscy – pączek absolutnie przeciętny, bez fajerwerków. Ciasto drożdżowe w trupim kolorze, jakby nigdy nie widziało jajek, do tego każdy z pięciu rozerwanych przeze mnie pączków miał w środku surowe ciasto. Plus za nadziewanie przed usmażeniem i za powidła śliwkowe w środku. Stanowczo za dużo lukru, no i znów jasna obwódka jest widoczna na pączku.
Pączki z cukierni Poćwiardowscy – największe rozczarowanie. Rozczarowanie, bo Poćwiardowscy robią według mnie najlepsze pieczywo w Bydgoszczy, a tu taka wpadka. Pączki nadają się do dyskwalifikacji, bo były nadziewane po usmażeniu. Co dla mnie jest niedopuszczalne w przypadku tradycyjnych pączków z powidłami/konfiturą. Poza tym na ostatnim zdjęciu widać, czym taki sposób nadziewania się kończy. Otóż wystarczy, że ktoś nie dopilnuje żeby w szprycy były powidła i już klient dostaje pączki z śladową ilością nadzienia (nawet nie byłam w stanie ocenić czy to powidła, czy co innego). Ciasto też wydawało mi się jakieś takie podejrzanie lekkie, no i oczywiście znów widoczna jasna obwódka. Jeden wielki pączkowy niewypał.