Święta, święta i już po

I jak tam po świętach? W myśl zasady, iż jesteśmy tym co jemy, ja zdecydowanie jestem makowcem. A Wy czym jesteście?
Wczoraj stoczyłam walkę, walka toczyła się ze mną samą i odbywała się na dystansie 13 kilometrów (bez 230 metrów). Śmiałam się, że obiegliśmy kawał miasta, zahaczając o wszystkie miejsca, w których mieszkaliśmy. Jest to moje pierwsza trasa o dystansie „nastu” km. Przyznam od razu, że ratowały mnie czerwone światła, które pojawiały się po drodze i pozwalały uspokoić oddech. Nigdy tak nie pragnęłam czerwonej fali 🙂 Troszkę sobie otarłam to i tamto, fiszbiny wbiły mi się tu i ówdzie, ale i tak jestem z siebie zadowolona. Dzisiaj nie biegamy, bo mój małżonek spędza od rana czas w łazience. A mówiłam, że resztka śledziowej zupy od Wigilii dobrym pomysłem obiadowym nie jest.
Nie przepadam za tym czasem pomiędzy świętami a sylwestrem. Jest jakiś taki na pół gwizdka. Ni to pracować, ni to nie pracować. Lenimy się z książeczkami, wstajemy zdecydowanie za późno, troszkę czas nam pomiędzy paluszkami przecieka. Już bym chciała powrócić do normalnego trybu pracy, łudziłam się, że nadrobimy w tej końcówce roku troszkę zaległości. A jest jakoś tak rozlaźle. Teraz uciekam i mam nadzieję, że jutro napiję się kawki o godzinie 5:15 i dzień zacznie się jak należy.

Ameba

Related Images

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.