sobota, 15 czerwca, 2024

Ostatnie posty

’Jurassic World Dominion’ testuje trwałość franczyzy

„Bigger. Dlaczego zawsze muszą iść większe?” Pytanie dr Iana Malcolma (Jeff Golblum) dotyczące Jurassic World Dominion’s nowego mięsożernego antagonisty, Giganotosarus, można by odnieść do Jurassic serii filmowej jako całości. Można go nawet przypisać do większości dzisiejszych filmów franczyzowych, które są grą polegającą na nieustannym próbowaniu przebicia poprzedniej pozycji wśród ciągle zmieniających się oczekiwań widzów, grą polegającą na równoważeniu nostalgii z nowością.

Jak długo może trwać ta gra? W końcu trwałość franczyzy, zwłaszcza tej opartej na stosunkowo prostych założeniach, musi osiągnąć punkt krytyczny.

Jurassic World Dominion, w którym Colin Trevorrow powraca na fotel reżysera po filmie J.A. Bayony Jurassic World: Fallen Kingdom, jest z pewnością większy. Ze względu na czas trwania, obsadę bohaterów z dwóch pokoleń i liczbę podplotów, Dominion jest największym Jurassic filmem w historii. (Oczywiście, większy nie zawsze oznacza lepszy, co sugerują recenzje, najniższe w całej serii. Jeśli spodziewacie się tu kolejnej krytycznej patelni, to cóż, czytacie niewłaściwego pisarza. Nie jestem w tej chwili szczególnie zainteresowany rozmowami typu „lepszy niż” czy „gorszy niż”. Ale na razie powiem, że podobał mi się Dominion, po części dlatego, że jest tak wyraźnym świadectwem mocnych i słabych stron biznesu blockbusterów filmowych.

Lazy loaded image

Jurassic World DominionDzięki uprzejmości Universal Pictures i Amblin Entertainment

Dlaczego warto być większym? Bo się tego domagamy, i to od czasu, gdy w 1980 roku Darth Vader ujawnił pochodzenie Luke’a Skywalkera. Ten ruch sprawił, że sequele – od Świątyni zagłady (1984) do Mrocznego Rycerza (2008) – próbowały osiągnąć poziom Imperium kontratakuje. Jednym się udało, a inni ponieśli sromotną porażkę. Mimo to, za pomocą naszego fandomu, naszych mediów społecznościowych, a przede wszystkim naszych portfeli, wysyłamy wiadomość, że chcemy czegoś większego – dłuższego czasu trwania, więcej postaci, więcej elementów scenografii i wyższych stawek.

Jednocześnie widzowie pragną znajomości, chcą, by przypomniano im, jak się czuli, oglądając pierwszy film. To wymaga wyważenia. Zbyt znane sequele mają problem z uzasadnieniem swojego istnienia, ale sequel, który pozornie zbytnio odbiega od oryginału, jest często uznawany za coś, co nie powinno być kanonem. Widzieliśmy już argument „zbyt” znajomy z Jurassic World (2015) i The Force Awakens (2015), a „nadmiernie” odbiegający od oryginału z The Last Jedi (2017) i Jurassic World: Fallen Kingdom (2018). I widzieliśmy próby odchylenia igły w drugą stronę i zrównoważenia nowego i starego, z The Rise of Skywalker (2019) i Jurassic World Dominion, filmami, które pozostawiły wielu fanów sfrustrowanych.

Czytaj również:  Prezydent Biden dzieli się noworocznym przesłaniem, ulubionym świątecznym jedzeniem podczas wywiadu z Ryanem Seacrestem

Oczekiwania stają się trudniejsze do opanowania, im dłużej trwa franczyza. Widzieliśmy to raz po raz z Terminatorem, Szybkimi i Wściekłymi, The Wizarding World i Transformers. Nawet niewzruszone MCU zmierzyło się ze swoją porcją bólów wzrostowych po Endgame (2019), ponieważ Marvel rzuca wyzwanie oczekiwaniom widzów z projektami takimi jak Eternals.

Niewątpliwie, jednym z głównych powodów Top Gun: Maverick okazał się tak wielkim sukcesem od czasu premiery w weekend Memorial Day jest to, że nie jest to Top Gun 5. Od czasu Top Gun (1986) nie zostaliśmy zalani sequelami, spinoffami, serialami animowanymi i sieciowymi rebootami. Owszem, w grę wchodzi znakomita reżyseria Josepha Kosinskiego oraz niezaprzeczalna siła naszej ostatniej gwiazdy filmowej, Toma Cruise’a, który zdołał również odmłodzić serię Mission: Impossible serię. Ale Maverick nie musi przeciwstawiać się oczekiwaniom ani łamać koła filmu Top Gun. Zamiast tego, może rozkoszować się własną nostalgią, a jednocześnie czuć się świeżo, co pozwala mu przewyższyć oryginał bez dekonstrukcji franczyzy.

Lazy loaded image

Tom Cruise gra kpt. Pete’a „Mavericka” Mitchella w Top Gun: MaverickDzięki uprzejmości Paramount Pictures

Jeśli chodzi o sequele Jurassic Park, tylko pierwszy Jurassic World zebrał w większości pozytywne recenzje, a nawet te były nieco niechętne, wspomagane przez fakt, że od Jurassic Park III (2001) minęło 14 lat, a jego gwiazdą był świeżo upieczony główny bohater Chris Pratt. Ze wszystkich sequeli, Jurassic World miał najwięcej wspólnego z oryginałem Spielberga, jednak poza świeżą warstwą farby i wątkiem dotyczącym zainteresowania wojska tresowanymi raptorami, zrobił najmniej, by posunąć franczyzę do przodu. To był film, który miał na celu zaskoczyć publiczność, idąc dalej i przypominając widzom, dlaczego zakochali się w Parku Jurajskim (1993) na pierwszym miejscu.

Ale był to również film, który służył również jako ostrzeżenie: nie można się cofnąć. Nie da się odtworzyć dreszczyku emocji związanego z oglądaniem dinozaurów w taki sposób, jak w 1993 roku, i niezależnie od tego, czy film nazywa się Jurassic Park czy Jurassic World, pomysł dinozaurów uwolnionych w parku rozrywki nie może samodzielnie wspierać franczyzy. Zamiast tego Trevorrow przedstawił fascynującą teorię, że jeśli ludzie mogą klonować dinozaury, mogą również klonować inne żywe istoty, wprowadzać nowe gatunki, nową broń, nowe leki i źródła pożywienia, a w końcu zmienić ekologię świata.

Lazy loaded image

Sam Neill jako dr Alan Grant w Parku JurajskimEverett Collection

Nawet Spielberg zrozumiał, że nie może przewyższyć tego, co zrobił w pierwszym, więc zmienił kierunki i dostarczył pulpową historię przygodową z kośćmi King Konga (1933) i Zaginionego świata (1960) w The Lost World: Jurassic Park, który był tylko luźno oparty na sequelu powieści Michaela Crichtona. A Jurassic Park III Joe Johnstona stał się wartką opowieścią o przetrwaniu, która przehandlowała sympatyczne postacie za szybką akcję. Linia przewodnia wszystkich sequeli Jurassic polega na tym, że są to filmy o potworach klasy B z wieloma elementami gatunkowymi i odrobiną kiwania palcem na temat niebezpieczeństw związanych z manipulowaniem naturą, czyli rodzajem historii, w których Crichton był doskonały. Jest powód, dla którego każda adaptacja jego dzieła, poza pierwszym Parkiem Jurajskim i Westworld HBO, to zdecydowanie filmy klasy B. To jest zapieczone w źródle.

Czytaj również:  CMT ujawnia następne kobiety country 2024 w Nashville Showcase

Trevorrow, który przejął franczyzę i był współautorem każdej z Jurassic World pozycji, był dręczony przez myśl, że jedynie gonił film z 1993 roku. A jednak, nie wierzę, że tak było. Wierzę, że Trevorrow, całkiem świadomie i nie bez poczucia humoru, pozostawał bardzo świadomy, że aby franczyza była kontynuowana, musi przetestować granice tego, jak daleko może przesunąć koncepcję dinozaurów istniejących obok ludzi we współczesnym świecie. W rezultacie Upadłe królestwo wykorzystało mocne strony Bayony i rozpoczęło się jako film katastroficzny, po czym przeniosło akcję poza wyspę i stało się gotyckim horrorem, który mieszał Resident Evil z Dino Crisis, i wprowadził sklonowaną dziewczynę, Maisie (Isabella Sermon), na którą poluje genetycznie zmodyfikowany potwór w starej rezydencji. Zakończenie tego filmu, w którym dinozaury zostały wypuszczone na wolność, zapowiadało ludzi żyjących z dinozaurami.

Ale jak pokazuje Dominion w swoim otwarciu, dinozaury żyjące wśród ludzi, jedzące ich i niszczące samochody to zgrabny montaż, ale nie jest to narracja, której nie widzieliśmy w niezliczonych filmach o kaiju. Zamiast tego, Dominion, ku przerażeniu wielu osób, staje się opowieścią o próbie kontrolowania przez firmę badań genetycznych BioSyn zarówno przemysłu spożywczego, jak i zdrowotnego, z dinozaurami jako środkiem do tego celu. Właściciel BioSyn Lewis Dodgeson (Campbell Scott) i naukowiec dr Henry Wu (BD Wong) łączą film z powrotem do pierwszego, ale ich zainteresowania wykraczają poza dinozaury i parki rozrywki, a zamiast tego spoczywają na przyszłości życia na tej planecie. Fakt, że film został nakręcony w czasie COVID-19 dodaje dodatkową warstwę do jego ekologicznych skłonności i tego, co jesteśmy gotowi poświęcić, aby uwierzyć, że kontrolujemy naturę.

Dominion zawiera również najwięcej akcji z udziałem szarańczy od czasu Egzorcysty II: Heretyka (1977), sequela, który również próbował pójść na większą skalę, ale został zepsuty po premierze. Martin Scorsese woli go od oryginału Friedkina, co jest wystarczającym motywem, by przynajmniej ponownie rozważyć każdy krytycznie oceniany sequel klasyka, jeśli kogoś to kusi. Z całą powagą, Jurassic World Dominion to wejście do franczyzy, które czuje się mniej jak Spielberg, a najbardziej jak bibliografia Crichtona, grab-bag elementów z The Andromeda Strain, Westworld, Congo, Prey i Jurassic Park.

Dominion przeczy temu, co niektórzy mieli nadzieję zobaczyć. Jest całkowicie zrozumiałe, że istniało oczekiwanie, aby zobaczyć nowe i stare postacie zespołowo, aby poradzić sobie z dinozaurami atakującymi ludzi na całym świecie. Ale Ian Malcolm, Alan Grant (Sam Neill), Ellie Sattler (Laura Dern), Owen Grady (Chris Pratt), Claire Dearing (Bryce Dallas Howard), Maisie Lockwood, Kayla Watts (DeWanda Wise) i Ramsay Cole (Mamoudou Athie) nie spotykają się aż do ostatniego aktu. Rezultatem jest trzeci akt, który jest dziwniejszy, bardziej bałaganiarski i ciekawszy. Pomimo garści nawiązań, nie jest to Park Jurajski. Wydaje się, że o to właśnie chodzi. Franczyza ewoluowała i stała się czymś innym, aby się utrzymać. Czy jest to zatem sygnał do jej zakończenia? Czy Hollywood powinno pozwolić, by na razie leżała i została ponownie odkopana przez jakieś przyszłe pokolenie?

Czytaj również:  Major League Baseball stawia na gwiazdy - i hot dogi - w ekspansji marki

Jestem pewien, że wielu z was kiwa głową na tak. Rozumiem. Jednak ja będę kontrargumentował. Myślę, że jedynym powodem, dla którego warto kontynuować franczyzę, która trwa już tyle lat, jest pozwolenie, by stała się czymś innym. To franczyza, w której swego czasu miał się znaleźć Jurassic Park IV z rakietami przypiętymi do raptorów wysyłanych w strefy wojenne. To franczyza, która kiedyś proponowała posiadanie grupy najemników będących hybrydami dino-ludzi. Pomysły te są ekstremalnymi skokami w stosunku do miejsca, w którym rozpoczął się film z 1993 roku, a jednak trylogia Jurassic World położyła podwaliny, dzięki którym oba te scenariusze są wciąż niedorzeczne, a jednak wiarygodne w świecie, który został ustanowiony. I say bring it on.

Park Jurajski jest niezaprzeczalnie arcydziełem, ale jeśli jest jakaś przyszłość w tej franczyzie, musimy zaakceptować fakt, że żadne kolejne filmy nie mogą próbować jej dorównać. Dla niektórych oznacza to nazwanie franczyzy czasem śmierci. Ale jak pokazali Spielberg, Johnston, Bayona i Trevorrow ze swoimi sequelami, może to też oznaczać po prostu odpuszczenie, zaszaleć i pójść dalej. Może po drugiej stronie jest arcydzieło, a może po prostu więcej filmów o potworach klasy B, takich jak te, które zainspirowały Crichtona i Spielberga. To spuścizna lepsza niż ta, na którą może liczyć większość franczyz.

Latest Posts

Nie przegap